Patrzyłam przez okno na przewijający się powoli krajobraz. Słońce już powoli zachodziło. Cholera, nie jest dobrze.. Ta cisza. Bolą mnie uszy od niej. Nie zniosę tego dłużej.
Ze łzami w oczach już, zrezygnowana, czekałam co nastąpi. Jak Happy zareaguję na to, że jestem magiem. Bardzo silnym Magiem Ognia, jeszcze niedawnym Czwartym Elementem Phantom Lord..
- Nie rozumiem. Ja już nic nie rozumiem. - kręcił głową przerażony Happy. - Pamiętam. Byłaś magiem.. Ale przecież.. Phantom Lord?! Ta gildia jest..
- Najgorszą gildią na świecie, wiem. - powiedziałam, łkając cicho. - Dlatego uciekłam z Carlą. - zacisnęłam pięści - Nienawidzę, gdy ktoś mi rozkazuję.
- Alice-chan, przecież wiem. Doskonale cię znam, wiem, że nienawidzisz tego, gdy ktoś tobą rządzi. Tylko powiedz.. jak to się stało, że dołączyłaś do Phantom Lord? - spytał się Happy.
- To stało się 5 lat temu, kiedy.. kiedy Misaki umarła..
" - Siostrzyczko, kiedy wrócimy do domu? Alice-chan, wracajmy już. Przecież.. przecież jesteśmy tu same, słyszałaś, że kręcą się tu bardzo silni magowie..
- Oto mi chodzi. - powiedziałam oschle. - Muszę znaleźć kogoś silnego. Kogoś, kto jest tak silny jak ja.
W oczach Misaki zbierały się łzy.
- Proszę, wracajmy! Na co ci to? Przecież.. przecież jesteś wystarczająco silna, pokonałaś każdego na swojej drodze. Nie musisz..
- Zamknij się! - wrzasnęłam, a ta na dobre się rozpłakała.
- Alice-chan, nie... nie krzycz na mnie, ja... ja chcę tylko twojego dobra. Siostrzyczko.. - łkała cichutko, tak, żebym tego nie usłyszała. A ja, niewzruszona, gnałam przed siebie. - Proszę, wracajmy! - stanęła w miejscu.
- Ile razy mam powtarzać, bachorze.- syknęłam i odwróciłam się groźnie. - Nie wracamy! Pierw muszę pokonać kogoś silniejszego od tych wszystkich gnojków, co stanęli mi na drodze! - wrzasnęłam. - Jak chcesz, to wracaj sama. - i odeszłam od niej, już nic nie mówiąc. Nie przybiegła za mną z płaczem, przepraszając mnie. Nie zaczęła krzyczeć. Stała cały czas w tym samym miejscu. Nagle odwróciła się na pięcie i pobiegła z przeciwnym kierunku. Przez dymiące odłamki miasta, które niedawno, a raczej kilka minut temu tu stało. No cóż, to skutki mojej siły, a jakże.
- Jestem niepokonana.. - szepnęłam. - Nikt ani nic mnie nie pokona! - wrzało we mnie. Jestem w pełni sił, a tamci żałośni magowie nie zrobili na mnie żadnego wrażenia.
- Jesteś bardzo pewna siebie, młoda damo. - zamarłam w bez ruchu. Coś za moimi plecami.. czuję.. czuję śmierć. To uczucie przeszywa mnie na wskroś. Odwróciłam się w stronę tego głosu i padłam na kolana przed Tą Osobą. Przed osobą, która właśnie trzyma moją siostrę na rękach z poderżniętym gardłem. Łzy spływały mi po policzkach do ust. I teraz pozostało mi tylko jedno pytanie.
- Dlaczego? - zdołałam tylko wykrztusić. Osoba podeszła do mnie, złapała za włosy i pociągnęła w górę. Jęknęłam cicho.
- Bo jeszcze mi się na coś przydasz, panienko Alice. A twoja siostra, była nic nie warta. Mała szmaciana lalka, która tylko pałęta się pod nogami. Jeszcze niedawno tak o niej myślałaś, mam rację? - powiedział z chytrym uśmieszkiem.
- Skąd ty.. - syknęłam, ale zostałam ukarana jeszcze mocniejszym pociągnięciem za włosy.
- Zbyt się przechwalasz swoimi umiejętnościami, księżniczko. Nigdy nie można lekceważyć nawet najsłabszego przeciwnika. Powinien to wiedzieć każdy mag, a Twoja siostra najwyraźniej o tym zapomniała. I Ty chyba także.
- Ty draniu! Zabiję cię! - kopnęłam go w twarz z całej siły.
Zostałam solidnie ukarana uderzeniem w brzuch. Pociągnął mnie jeszcze bardziej za włosy, wyrywając ich kilka przy tym.
- Nie mów nic, tylko chodź za mną, Alice-chan. - powiedział kojąco. Dziwne, nagle poczułam ogromną ulgę. Odstawił mnie na ziemię, a ja już miałam go kopnąć jeszcze raz. Ale nie dałam rady. Jakaś niewidzialna siła powstrzymywała mnie przed tym. On tylko uśmiechnął się chytro.
- Od dziś.. jesteś na wyłącznie moje rozkazy, Alice Shelley. To początek końca dla twojego życia w gronie ludzi, przyjaciół, miłości... Od teraz tylko i wyłącznie Mnie będziesz szanować i kochać, jako swojego władcę..
- Chyba śnisz! - syknęłam głośno. Nie ma prawa mną rządzić! Będę robić, co chcę!
Oberwałam solidnie w policzek.
- Nie podnoś na mnie głosu, a nic ci się nie stanie. - powiedział, i ruszył w stronę, z której przybiegłam. Miałam właśnie podbiec do niego i go udusić, zadźgać, powiesić.. ale nie mogłam. Jakaś magiczna moc rozkazała mi iść za nim, jak pies za za swoim panem. Gałki oczne rozszerzyły mi się aż do bólu.
- Co to za magia? Nie panuję nad swoimi ruchami. - powiedziałam donośnie.
- Mówiłem. Od teraz będziesz tylko na moje rozkazy, panienko. - powiedział i ruszył przed siebie, a ja za Nim. Za Mistrzem Gildii Phantom Lord, Jose'm Porla"
- I tak właśnie moje życie skończyło się.. i zaczęło na nowo. - cała zapłakana nadal patrzyłam przez okno. - 2 miesiące temu Jose rozwiązał zaklęcie tak zwanej "Przynależności", sądząc, że ja, już przywiązana do niego, nie ucieknę. - prychnęłam. - Przeliczył się. Nienawidziłam go, nienawidzę i nienawidzić będę aż do jego śmierci, a może i jeszcze później. - zacisnęłam pięści, i z czerwonymi oczami odwróciłam głowę w stronę Happy'ego. - Zamierzam wrócić tam, i go pokonać. Jestem na tyle silna, że potrafię to zrobić. On jest najokrutniejszym magiem jakiego znam i już dawno bym mu dała w mordę, tylko że czar mi nie pozwalał. - spojrzałam na swoje dłonie. - nadal nie mogę się przyzwyczaić do tego, że sama kontroluję swoje ciało. - powiedziałam cicho.
- Masz zamiar go zabić? Alice, nie wątpię w twoją siłę, ale przecież to jest Mistrz Gildii, prawda? Nie pokonasz go tak łatwo..
- Przecież wiem! Ale mam zamiar go przewyższyć i wygrać z nim w walkę na śmierć i życie! A jeśli przegram, to będzie oznaczać, że nigdy nie zaznam "wiecznego spokoju". To jest mój cel w życiu już od paru lat, Happy. Mogę za to siedzieć w więzieniu już do końca mojego życia, to prawda.. Ale mam to gdzieś. Po prostu nie potrafię żyć z myślą, że ktoś taki jak On zabił moją siostrę.. - moje oczy znowu się zaszkliły, więc zacisnęłam zęby. - I jeszcze na dodatek więzi moich przyjaciół z Phantom Lord, bo mimo wszystko, osoby stamtąd stały się moją tymczasową rodziną, przyjaciółmi.. - załkałam. - Mam zamiar ich wszystkich uwolnić, kończąc tą całą grę Jose'a. Kończąc wszystko, co zaczęło się od zabicia mojej siostry i 'zdobycia' mnie. - rozpłakałam się na dobre.
Happy podszedł do mnie i mnie przytulił, Carla zrobiła to samo. A Natsu, niczego nie świadomy, nadal leży nieprzytomny na moich kolanach.
*N A T S U*
Mhm, ale miałem piękny sen.. Ja, na rybkach z Happy'm. Złowiliśmy dużo rybek. Dużo dużych, ogromnych, wielkich rybek. Raj, rybkowy raj. Rybki były bardzo smaczne, przynajmniej takie były w śnie. Głodny jestem.
Mhm, co to takie wygodne? - pomyślałem i przytuliłem się do mojej obecnej poduszki. Usłyszałem cichy chichot Happy'ego.
- Co do.. - przeciągnąłem się, mrucząc zadowolony, a następnie znowu przytuliłem się do mojej poduszki. Teraz Happy roześmiał się na dobre.
- Co jest, do cholery? Czemu się śmiejesz, Happy? - otworzyłem oczy i ujrzałem twarz Alice. Wściekłą twarz Alice.
- Śpiąca królewno, nie chce cię martwić, ale już jesteśmy na miejscu. - powiedziała groźnie, z mordem w oczach. Czy ona przypadkiem nie jest kopią Erzy?
I właśnie teraz zorientowałem się, gdzie trzymam głowę. Moją poduszką okazał się.. biust Alice.
- Gomen, Alice-chan! - odskoczyłem jak oparzony na stronę Happy'ego, który pokładał się ze śmiechu.
- Nic się nie stało. - rozwścieczona na amen Alice pokiwała tylko głową. Ja, cały czerwony już nic nie mówiąc wyszedłem z samochodu. Zatrzymałem się przed wejściem do Gildii. Odwróciłem się w stronę samochodu i uśmiechnąłem się.
- Jesteśmy w domu, Happy.
- Alice-chan, Carla, o to nasza Gildia, Fairy Tail. - kocur nie zwrócił na mnie uwagi i zajął się naszymi gośćmi.
- Całkiem ładna z zewnątrz. - powiedziała przemiło Carla. Happy uśmiechnął się i odwrócił w moją stronę. Spojrzał jeszcze ukradkiem na Alice, a ta pokręciła znacząco głową. Happy patrzył na mnie z powagą, tak samo jak dziewczyny.
- Natsu, pragnę cię uświadomić, że Carla i Alice dołączają do naszej Gildii. - uśmiechnął się Happy.
- Co? - rozszerzyłem oczy i spojrzałem na Alice z niedowierzaniem. - Ona jest magiem? - spojrzałem na Happy'ego. Kiwnął tylko głową, a Shelley uśmiechnęła się znacząco, zamknęła oczy i nagle jej dłonie zaczęły płonąć. Otworzyła oczy i one zamiast jasno-brązowych stały się.. czerwone.
Uśmiechnąłem się. - Jesteś magiem Ognia? - spojrzałem na nią, i moje dłonie także zaczęły płonąć.
- Nie tylko. - Znowu zamknęła oczy, i wystawiła ręce do przodu, a w nich pojawiły się błyskawice w kształcie kuli (coś w stylu Rasengana Naruto - od autorki) . Otworzyła nagle oczy i tym razem były one.. białe. - Jestem tak zwanym zmiennikiem, potrafię używać Czterech Żywiołów i na dodatek błyskawicy. - uśmiechnęła się zadziornie. - Za każdym razem zmienia mi się kolor oczu, co pewnie już zdążyłeś zauważyć. Gdy używam magii Ognia - są one czerwone, magii Błyskawicy - białe, magii Wody - niebieskie, magii Ziemi - zielone, magii Powietrza - szare. Niestety, nie umiem używać ich wszystkich na raz. - westchnęła i uśmiechnęła się, a ja nagle zapragnąłem walczyć z nią, i przy okazji wygrać.
- Walczmy ze sobą! - krzyknąłem z uśmiechem. Ona spojrzała na mnie zdziwiona i po chwili wybuchła śmiechem. - Co cię tak śmieszy? - mruknąłem cicho.
- Przykro mi Natsu, ale chyba już od początku wygrana byłaby po mojej stronie. - uśmiechnęła się chytrze.
- Sugerujesz, że jestem słaby?! - wrzasnąłem, a ogień zaczął się we mnie zbierać.
- Słaby może i nie, ale na pewno słabszy ode mnie. - prychnęła niewzruszona.
- Chyba śnisz! Jestem silniejszy! - zapaliłem się cały z wściekłości, a na niej nie zrobiło to żadnego wrażenia.
- Myśl jak chcesz. A co do walki - z chęcią. Tylko nie teraz, bo jestem zmęczona po podróży. - odwróciła się na pięcie niewzruszona i odeszła w stronę Happy'ego.
- Strach cię obleciał? - zaśmiałem się, ale od razu tego pożałowałem. Odwróciła się, cała płonąc.
- To Ciebie prędzej powinien oblecieć strach. - powiedziała groźnie. Boże, ona jest taka sama jak..
- Jest taka jak Erza, no nie, Natsu? - powiedział Happy z uśmiechem. Rozładował atmosferę, bo Alice prawie natychmiastowo "zgasła".
- Kto to Erza? - spytała zdezorientowana.
- Erza? - powiedziałem z przerażeniem w oczach. - To potwór. - powiedziałem równo z Happy'm.
- Potwór? W sensie..?
- Najsilniejsza kobieta z Fairy Tail. - powiedział.. Makarov.
- Dziadek! - wykrzyknąłem w stronę Makarova.
- Cześć, cześć. A któż to.. - powiedział, i nagle zrobił się cały blady. Odsunął mnie i Happy'ego za plecy. - Schowajcie się! - powiedział w naszą stronę.
- Hę? - zdezorientowany spojrzałem na dziadka. - Co jest? To przecież tylko Alice, nasza koleżanka.
- Wiem kto to jest. - powiedział groźnie Makarov. Happy podleciał szybko w stronę dziadka i powiedział mu coś na ucho.
- Ah, a więc tak! Co cię tu sprowadza, Czwarty.. - za jąkał się - znaczy się, panienko Alice? - zagaił.
Ona tylko spojrzała na swoje stopy.
- Chciałabym.. chciałabym dołączyć do Twojej Gildii, Fairy Tail. - powiedziała z nadzieją.
Makarov spojrzał przerażony w stronę Happy'ego. On tylko kiwnął głową, a dziadek uśmiechnął się szeroko.
- Oczywiście że możesz, Shelley. - oznajmił, a Alice odetchnęła z ulgą.
A teraz mam parę istotnych pytań:
Dlaczego Makarov tak zareagował na Alice i skąd zna jej nazwisko?!
Dlaczego jej tak ciężko było poprosić o przyjęcie do Gildii?!
I dlaczego ja zawsze dowiaduję się o wszystkim ostatni?!
*CDN*
Rozdział mi się jako tako podoba :3 Nie jest ona idealny, bo w mojej głowie to trochę inaczej wyglądało.. no ale trudno. A więc, Shelley jest, jak widać, Czwartym Elementem. Ona jest zamiast Arii, czyli że jest/była liderką 4 Elementów. Ale jest jedna istniejąca różnica, gdyż ona włada wszystkimi Żywiołami i jeszcze swoją pierwotną Błyskawicą, ponieważ.. nie, nie będę tu zdradzać całej fabuły xd A więc, do następnego, misiaczki <3
Pozdrawiam,
Wasza Mikayo/Alice-chan ;*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz