wtorek, 2 października 2012

2. Wyznanie.

Patrzyłam przez okno na przewijający się powoli krajobraz. Słońce już powoli zachodziło. Cholera, nie jest dobrze.. Ta cisza. Bolą mnie uszy od niej. Nie zniosę tego dłużej.
Ze łzami w oczach już, zrezygnowana, czekałam co nastąpi. Jak Happy zareaguję na to, że jestem magiem. Bardzo silnym Magiem Ognia, jeszcze niedawnym Czwartym Elementem Phantom Lord..
- Nie rozumiem. Ja już nic nie rozumiem. - kręcił głową przerażony Happy. - Pamiętam. Byłaś magiem.. Ale przecież.. Phantom Lord?! Ta gildia jest..
- Najgorszą gildią na świecie, wiem. - powiedziałam, łkając cicho. - Dlatego uciekłam z Carlą. - zacisnęłam pięści - Nienawidzę, gdy ktoś mi rozkazuję.
- Alice-chan, przecież wiem. Doskonale cię znam, wiem, że nienawidzisz tego, gdy ktoś tobą rządzi. Tylko powiedz.. jak to się stało, że dołączyłaś do Phantom Lord? - spytał się Happy.
- To stało się 5 lat temu, kiedy.. kiedy Misaki umarła..
" - Siostrzyczko, kiedy wrócimy do domu? Alice-chan, wracajmy już. Przecież.. przecież jesteśmy tu same, słyszałaś, że kręcą się tu bardzo silni magowie..
- Oto mi chodzi. - powiedziałam oschle. - Muszę znaleźć kogoś silnego. Kogoś, kto jest tak silny jak ja.
W oczach Misaki zbierały się łzy.
- Proszę, wracajmy! Na co ci to? Przecież.. przecież jesteś wystarczająco silna, pokonałaś każdego na swojej drodze. Nie musisz..
- Zamknij się! - wrzasnęłam, a ta na dobre się rozpłakała.
- Alice-chan, nie... nie krzycz na mnie, ja... ja chcę tylko twojego dobra. Siostrzyczko.. - łkała cichutko, tak, żebym tego nie usłyszała. A ja, niewzruszona, gnałam przed siebie. - Proszę, wracajmy! - stanęła w miejscu.
- Ile razy mam powtarzać, bachorze.- syknęłam i odwróciłam się groźnie. - Nie wracamy! Pierw muszę pokonać kogoś silniejszego od tych wszystkich gnojków, co stanęli mi na drodze! - wrzasnęłam. - Jak chcesz, to wracaj sama. - i odeszłam od niej, już nic nie mówiąc. Nie przybiegła za mną z płaczem, przepraszając mnie. Nie zaczęła krzyczeć. Stała cały czas w tym samym miejscu. Nagle odwróciła się na pięcie i pobiegła z przeciwnym kierunku. Przez dymiące odłamki miasta, które niedawno, a raczej kilka minut temu tu stało. No cóż, to skutki mojej siły, a jakże. 
- Jestem niepokonana.. - szepnęłam. - Nikt ani nic mnie nie pokona! - wrzało we mnie. Jestem w pełni sił, a tamci żałośni magowie nie zrobili na mnie żadnego wrażenia.
- Jesteś bardzo pewna siebie, młoda damo. - zamarłam w bez ruchu. Coś za moimi plecami.. czuję.. czuję śmierć. To uczucie przeszywa mnie na wskroś. Odwróciłam się w stronę tego głosu i padłam na kolana przed Tą Osobą. Przed osobą, która właśnie trzyma moją siostrę na rękach z poderżniętym gardłem. Łzy spływały mi po policzkach do ust. I teraz pozostało mi tylko jedno pytanie.
- Dlaczego? - zdołałam tylko wykrztusić. Osoba podeszła do mnie, złapała za włosy i pociągnęła w górę. Jęknęłam cicho.
- Bo jeszcze mi się na coś przydasz, panienko Alice. A twoja siostra, była nic nie warta. Mała szmaciana lalka, która tylko pałęta się pod nogami. Jeszcze niedawno tak o niej myślałaś, mam rację? - powiedział z chytrym uśmieszkiem.
- Skąd ty.. - syknęłam, ale zostałam ukarana jeszcze mocniejszym pociągnięciem za włosy.
- Zbyt się przechwalasz swoimi umiejętnościami, księżniczko. Nigdy nie można lekceważyć nawet najsłabszego przeciwnika. Powinien to wiedzieć każdy mag, a Twoja siostra najwyraźniej o tym zapomniała. I Ty chyba także.
- Ty draniu! Zabiję cię! - kopnęłam go w twarz z całej siły. 
Zostałam solidnie ukarana uderzeniem w brzuch. Pociągnął mnie jeszcze bardziej za włosy, wyrywając ich kilka przy tym.
- Nie mów nic, tylko chodź za mną, Alice-chan. - powiedział kojąco. Dziwne, nagle poczułam ogromną ulgę. Odstawił mnie na ziemię, a ja już miałam go kopnąć jeszcze raz. Ale nie dałam rady. Jakaś niewidzialna siła powstrzymywała mnie przed tym. On tylko uśmiechnął się chytro.
- Od dziś.. jesteś na wyłącznie moje rozkazy, Alice Shelley. To początek końca dla twojego życia w gronie ludzi, przyjaciół, miłości... Od teraz tylko i wyłącznie Mnie będziesz szanować i kochać, jako swojego władcę..
- Chyba śnisz! - syknęłam głośno. Nie ma prawa mną rządzić! Będę robić, co chcę! 
Oberwałam solidnie w policzek.
- Nie podnoś na mnie głosu, a nic ci się nie stanie. - powiedział, i ruszył w stronę, z której przybiegłam. Miałam właśnie podbiec do niego i go udusić, zadźgać, powiesić.. ale nie mogłam. Jakaś magiczna moc rozkazała mi iść za nim, jak pies za za swoim panem. Gałki oczne rozszerzyły mi się aż do bólu.
- Co to za magia? Nie panuję nad swoimi ruchami. - powiedziałam donośnie.
- Mówiłem. Od teraz będziesz tylko na moje rozkazy, panienko. - powiedział i ruszył przed siebie, a ja za Nim. Za Mistrzem Gildii Phantom Lord, Jose'm Porla"

- I tak właśnie moje życie skończyło się.. i zaczęło na nowo. - cała zapłakana nadal patrzyłam przez okno. - 2 miesiące temu Jose rozwiązał zaklęcie tak zwanej "Przynależności", sądząc, że ja, już przywiązana do niego, nie ucieknę. - prychnęłam. - Przeliczył się. Nienawidziłam go, nienawidzę i nienawidzić będę aż do jego śmierci, a może i jeszcze później. - zacisnęłam pięści, i z czerwonymi oczami odwróciłam głowę w stronę Happy'ego. - Zamierzam wrócić tam, i go pokonać. Jestem na tyle silna, że potrafię to zrobić. On jest najokrutniejszym magiem jakiego znam i już dawno bym mu dała w mordę, tylko że czar mi nie pozwalał. - spojrzałam na swoje dłonie. - nadal nie mogę się przyzwyczaić do tego, że sama kontroluję swoje ciało. - powiedziałam cicho.
- Masz zamiar go zabić? Alice, nie wątpię w twoją siłę, ale przecież to jest Mistrz Gildii, prawda? Nie pokonasz go tak łatwo..
- Przecież wiem! Ale mam zamiar go przewyższyć i wygrać z nim w walkę na śmierć i życie! A jeśli przegram, to będzie oznaczać, że nigdy nie zaznam "wiecznego spokoju". To jest mój cel w życiu już od paru lat, Happy. Mogę za to siedzieć w więzieniu już do końca mojego życia, to prawda.. Ale mam to gdzieś. Po prostu nie potrafię żyć z myślą, że ktoś taki jak On zabił moją siostrę.. - moje oczy znowu się zaszkliły, więc zacisnęłam zęby. -  I jeszcze na dodatek więzi moich przyjaciół z Phantom Lord, bo mimo wszystko, osoby stamtąd stały się moją tymczasową rodziną, przyjaciółmi.. - załkałam. - Mam zamiar ich wszystkich uwolnić, kończąc tą całą grę Jose'a. Kończąc wszystko, co zaczęło się od zabicia mojej siostry i 'zdobycia' mnie. - rozpłakałam się na dobre. 
Happy podszedł do mnie i mnie przytulił, Carla zrobiła to samo.  A Natsu, niczego nie świadomy, nadal leży nieprzytomny na moich kolanach.

*N A T S U*

Mhm, ale miałem piękny sen.. Ja, na rybkach z Happy'm. Złowiliśmy dużo rybek. Dużo dużych, ogromnych, wielkich rybek. Raj, rybkowy raj. Rybki były bardzo smaczne, przynajmniej takie były w śnie. Głodny jestem.
Mhm, co to takie wygodne? - pomyślałem  i przytuliłem się do mojej obecnej poduszki. Usłyszałem cichy chichot Happy'ego.
 - Co do.. - przeciągnąłem się, mrucząc zadowolony, a następnie znowu przytuliłem się do mojej poduszki. Teraz Happy roześmiał się na dobre.
- Co jest, do cholery? Czemu się śmiejesz, Happy? - otworzyłem oczy i ujrzałem twarz Alice. Wściekłą twarz Alice.
- Śpiąca królewno, nie chce cię martwić, ale już jesteśmy na miejscu. - powiedziała groźnie, z mordem w oczach. Czy ona przypadkiem nie jest kopią Erzy?
I właśnie teraz zorientowałem się, gdzie trzymam głowę. Moją poduszką okazał się.. biust Alice.
- Gomen, Alice-chan! - odskoczyłem jak oparzony na stronę Happy'ego, który pokładał się ze śmiechu.
- Nic się nie stało. - rozwścieczona na amen Alice pokiwała tylko głową. Ja, cały czerwony już nic nie mówiąc wyszedłem z samochodu. Zatrzymałem się przed wejściem do Gildii. Odwróciłem się w stronę samochodu i uśmiechnąłem się. 
- Jesteśmy w domu, Happy.
- Alice-chan, Carla, o to nasza Gildia, Fairy Tail. - kocur nie zwrócił na mnie uwagi i zajął się naszymi gośćmi.
- Całkiem ładna z zewnątrz. - powiedziała przemiło Carla. Happy uśmiechnął się i odwrócił w moją stronę. Spojrzał jeszcze ukradkiem na Alice, a ta pokręciła znacząco głową. Happy patrzył na mnie z powagą, tak samo jak dziewczyny.
- Natsu, pragnę cię uświadomić, że Carla i Alice dołączają do naszej Gildii. - uśmiechnął się Happy.
- Co? - rozszerzyłem oczy i spojrzałem na Alice z niedowierzaniem. - Ona jest magiem? - spojrzałem na Happy'ego. Kiwnął tylko głową, a Shelley uśmiechnęła się znacząco, zamknęła oczy i nagle jej dłonie zaczęły płonąć. Otworzyła oczy i one zamiast jasno-brązowych stały się.. czerwone.
Uśmiechnąłem się. - Jesteś magiem Ognia? - spojrzałem na nią, i moje dłonie także zaczęły płonąć.
- Nie tylko. - Znowu zamknęła oczy, i wystawiła ręce do przodu, a w nich pojawiły się błyskawice w kształcie kuli (coś w stylu Rasengana Naruto - od autorki) . Otworzyła nagle oczy i tym razem były one.. białe. - Jestem tak zwanym zmiennikiem, potrafię używać Czterech Żywiołów i na dodatek błyskawicy. - uśmiechnęła się zadziornie. - Za każdym razem zmienia mi się kolor oczu, co pewnie już zdążyłeś zauważyć. Gdy używam magii Ognia - są one czerwone, magii Błyskawicy - białe, magii Wody - niebieskie, magii Ziemi - zielone, magii Powietrza - szare. Niestety, nie umiem używać ich wszystkich na raz. - westchnęła i uśmiechnęła się, a ja nagle zapragnąłem walczyć z nią, i przy okazji wygrać.
- Walczmy ze sobą! - krzyknąłem z uśmiechem. Ona spojrzała na mnie zdziwiona i po chwili wybuchła śmiechem. - Co cię tak śmieszy? - mruknąłem cicho.
- Przykro mi Natsu, ale chyba już od początku wygrana byłaby po mojej stronie. - uśmiechnęła się chytrze.
- Sugerujesz, że jestem słaby?! - wrzasnąłem, a ogień zaczął się we mnie zbierać.
- Słaby może i nie, ale na pewno słabszy ode mnie. - prychnęła niewzruszona. 
- Chyba śnisz! Jestem silniejszy! - zapaliłem się cały z wściekłości, a na niej nie zrobiło to żadnego wrażenia. 
- Myśl jak chcesz. A co do walki - z chęcią. Tylko nie teraz, bo jestem zmęczona po podróży. - odwróciła się na pięcie niewzruszona i odeszła w stronę Happy'ego.
- Strach cię obleciał? - zaśmiałem się, ale od razu tego pożałowałem. Odwróciła się, cała płonąc.
- To Ciebie prędzej powinien oblecieć strach. - powiedziała groźnie. Boże, ona jest taka sama jak..
- Jest taka jak Erza, no nie, Natsu? - powiedział Happy z uśmiechem. Rozładował atmosferę, bo Alice prawie natychmiastowo "zgasła".
- Kto to Erza? - spytała zdezorientowana. 
- Erza? - powiedziałem z przerażeniem w oczach. - To potwór. - powiedziałem równo z Happy'm.
- Potwór? W sensie..?
- Najsilniejsza kobieta z Fairy Tail. - powiedział.. Makarov.
- Dziadek! - wykrzyknąłem w stronę Makarova. 
- Cześć, cześć. A któż to.. - powiedział, i nagle zrobił się cały blady. Odsunął mnie i Happy'ego za plecy. - Schowajcie się! - powiedział w naszą stronę.
- Hę? - zdezorientowany spojrzałem na dziadka. - Co jest? To przecież tylko Alice, nasza koleżanka.
- Wiem kto to jest. - powiedział groźnie Makarov. Happy podleciał szybko w stronę dziadka i powiedział mu coś na ucho.
- Ah, a więc tak! Co cię tu sprowadza, Czwarty.. - za jąkał się - znaczy się, panienko Alice? - zagaił.
Ona tylko spojrzała na swoje stopy.
- Chciałabym.. chciałabym dołączyć do Twojej Gildii, Fairy Tail. - powiedziała z nadzieją.
Makarov spojrzał przerażony w stronę Happy'ego. On tylko kiwnął głową, a dziadek uśmiechnął się szeroko. 
- Oczywiście że możesz, Shelley. - oznajmił, a Alice odetchnęła z ulgą. 
A teraz mam parę istotnych pytań:
Dlaczego Makarov tak zareagował na Alice i skąd zna jej nazwisko?!
Dlaczego jej tak ciężko było poprosić o przyjęcie do Gildii?!
I dlaczego ja zawsze dowiaduję się o wszystkim ostatni?!

*CDN*

Rozdział mi się jako tako podoba :3 Nie jest ona idealny, bo w mojej głowie to trochę inaczej wyglądało.. no ale trudno. A więc, Shelley jest, jak widać, Czwartym Elementem. Ona jest zamiast Arii, czyli że jest/była liderką 4 Elementów. Ale jest jedna istniejąca różnica, gdyż ona włada wszystkimi Żywiołami i jeszcze swoją pierwotną Błyskawicą, ponieważ.. nie, nie będę tu zdradzać całej fabuły xd A więc, do następnego, misiaczki <3


Pozdrawiam,
Wasza Mikayo/Alice-chan ;*
 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz